poniedziałek, 19 marca 2012

Powrót, zmiany i kwiecień w tle

Już za dwa dni moja ulubiona pora roku osiągnie status kalendarzowej sasasa :D Co oznacza dla mnie tylko jedno, że będzie już tylko lepiej. Pora na zmiany, na otwarcie swojego umysłu na nowe i nieznane. Może i to oklepane, że wiosna to najlepszy na to czas itd., ale czy tak nie jest faktycznie, po nudnej, śpiącej zimie? To co dzieje się teraz na blogu (bum kolorów i trochę innych zmian) odzwierciedla to co dzieje się w mojej głowie, czyli pozytywny szał, wir planowania, przekopywania i porządkowania też. Po kolei jednak. Już za tydzień jesteśmy zaproszeni na pierwszego, otwierającego sezon 2012 grilla :D Miejmy nadzieję, że pogoda dopisze i będziemy mogli cieszyć się ciepłym wieczorem, w jak zwykle,  dobrym towarzystwie:) Następnego dnia ruszamy tyłki i wybieramy się na koncert, co by się troszkę odchamić i nasłuchać, mam nadzieję dobrych dźwięków. 1 kwietnia- kierunek Kraków i dom, co też zapowiada się interesująco, choć oprócz spotkań z rodziną i ze znajomymi, co jest najlepszym punktem tego wyjazdu, czeka mnie jeszcze mniej przyjemna rzecz- deeeeennnnntyyyystaaaa. Wracam sobie spokojnie, przepakowywuję walizkę i.... Paryż;) Tak, tak robimy sobie wypad na przedłużony weekend. Radość jest już i rośnie z dnia na dzień :D 
Dobra, dobra już nie gadam, nie latam. Pastele wszędzie i u wszystkich. Ja chociaż lubię (najbardziej beżowo/pudrowe szpilki, które w końcu kupię) to nie szaleję na punkcie wymiany całej szafy, choć i tak czekają mnie generalne porządki. No, ale tak się złożyło, że kupując skarpetki w Primarku w oko wpadł mi zestaw lakierów. 
Te róże mnie nie biorą, ale kto wie, może coś mi stuknie i zagoszczą one na moich paznokciach. Ale ta mięta i błękit jak dla mnie na tak. Cena nie duża jak widać na załączonym obrazku i tylko dlatego skusiłam się na ten zestaw. Nie mam w zwyczaju kupować większej ilości lakierów niż góra 2 naraz. Ładnie wyglądają, ale ten zapach... To nie jest zapach lakieru, który nawet lubię (tak samo jak uwielbiam zapach świeżo pomalowanej ściany, takie tam zboczenia) tylko zapach dokładnie taki, jaki możemy poczuć wchodząc do sklepu z tanim obuwiem. Do tego długo schnie, a zapach utrzymuje się do całkowitego wyschnięcia i ciut dłużej. Trwałość całkiem, całkiem. Ale generalnie szału nie ma. 
Już niebawem mam nadzieję więcej postów, zdjęć i zmian. A tymczasem pędzę szukać inspiracji do zrobienia kartek :)
Z głupim uśmiechem bardziej w stronę słońca życzę wam również ciepłego i pokręconego dnia, a co:)

11 komentarzy:

  1. szkoda, że długo schną, bo kolory ładne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dawno nie czytałam niczego tak pozytywnego :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. serio, serio aż tak? cieszę się:D

      Usuń
  3. ładne kolory lakierów, a może użycie wysuszacza by pomogło?

    daj mi trochę swojej energii :)
    przydałoby się
    albo chociaż kopniak, żebym się ogarnęła na wiosnę :P

    OdpowiedzUsuń
  4. dzięki :D jak nazbieram kopniaków od kilku osób to już nie będzie siły żebym się nie ruszyła z miejsca gdzie teraz jestem ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Miło czytać tak optymistyczny wpis!Energia płynie;-)Dziękuję,że jesteś i zostawiłaś wpis u mnie,to bardzo ważne dla mnie:*

    OdpowiedzUsuń
  6. witamy z powrotem :) lakierki cudne jak cukiereczki, ale jak z trwałością?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. średnio, z bazą maks 3 dni, a później już nie wyglądają za ciekawie..

      Usuń
  7. Urocze kolory! Ja też z okazji wiosny muszę sobie kolorowe lakiery kupić:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Paryż - jak ja Ci zazdroszczę:) kolorki jak najbardziej na tak, pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jakie piękne, wiosenne kolorki :)

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad! Jestem ciekawa Twojego zdania i opinii, nie czekaj więc i podziel się nią;)